Pyrrusowe zwycięstwo Michalika

Drukuj

Dziś Sąd Rejonowy w Przemyślu oddalił pozew Małgorzaty Marenin przeciwko Józefowi Michalikowi o zniesławienie. Na pytanie czy musiało do tego dojść, trzeba odpowiedzieć, że musiało, skoro doszło. Mówiąc poważnie, taki wyrok musiał zapaść. I identyczny zapadnie w drugiej instancji. Dziś Michalik odniósł zwycięstwo. Żeby to było zwycięstwo pyrrusowe, konieczna jest apelacja. Z góry przegrana apelacja. Po co? Żeby dostać uzasadnienie od Sądu Okręgowego. Ale po kolei...

Dlaczego Małgorzata Marenin musiała dziś przegrać z Michalikiem? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że to sprawa cywilna. Podstawowym przepisem Kodeksu Cywilnego chroniącym dobra osobiste jest art. 24 § 1, który mówi przede wszystkim:

„Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne.”

Chyba, że nie jest ono bezprawne… Sąd cywilny nie jest w zasadzie najwłaściwszą instancją do stwierdzania bezprawności działań, szczególnie działań potencjalnie naruszających dobre imię, a więc zniesławiających. Takie działania są naruszeniem prawa z mocy art. 212 Kodeksu Karnego. Sąd Cywilny, w miarę możliwości oczywiście, skorzysta więc przy orzekaniu z wyroków sądów karnych w podobnych sprawach, w oparciu o art. 11 Kodeksu Postępowania Cywilnego, zgodnie z którym jest on związany prawomocnymi wyrokami skazującymi wydanymi w postępowaniu karnym.

W historii z udziałem Małgorzaty Marenin i Michalika żadnego wyroku skazującego nie ma. To jasne. Ale drugim powodem, dla którego Michalik musiał dziś wygrać, jest właśnie postępowanie karne, zakończone prawomocnym już orzeczeniem kończącym. Sąd Rejonowy we Wrocławiu umorzył postępowanie karne z art. 212 Kodeksu Karnego przeciwko oskarżonemu Michalikowi, a Sąd Okręgowy nie uwzględnił zażalenia oskarżycielki prywatnej, podtrzymując postanowienie o umorzeniu. Sąd cywilny nie jest takim postanowieniem związany, bo jest to – po pierwsze – tylko postanowienie, a po drugie, nikogo nie skazano. Praktyka polskich sądów pokazuje jednak, że zawsze znacznie łatwiej wydać orzeczenie, którego będzie prościej potem bronić od orzeczenia słusznego i sprawiedliwego, ale nastręczającego trudności lub choćby przysparzającego pracy przy uzasadnieniu.

Wychodząc od cytowanego art. 24 Kodeksu Cywilnego, poprzez podnoszoną w nim bezprawność czynu naruszającego cudze dobra osobiste, aż do zagadnienia samego naruszenia prawa, musimy dojś w tym konkretnym przypadku do art. 212 Kodeksu Karnego. Takie też były wnioski Małgorzaty Marenin. Na gruncie polskiego prawa, jednolitej w zasadzie linii orzeczniczej i literatury przedmiotu, nie da się jednak postawić Józefowi Michalikowi zarzutu naruszenia tego przepisu. Wprawdzie z jego literalnego brzmienia (przepisu, nie Michalika) wynika, że można pomówić nie tylko konkretną osobę czy organizację, ale także „grupę osób”, jednak w praktyce nie było chyba w historii naszego kraju przypadku skazania prawomocnym wyrokiem za zniesławienie środowiska, kręgu osób czy kategorii osób. Sprawa przeciwko wpływowemu funkcjonariuszowi kościoła katolickiego nie jest w naszym kraju najlepszym poligonem doświadczalnym i trudno się spodziewać, że właśnie w takiej sprawie Sąd pójdzie pod prąd dotychczasowej praktyce, naruszy odwieczne status quo i wyznaczy nowe trendy w orzecznictwie. To nierealne. Małgorzata Marenin musiała więc przegrać także wcześniej – przed Sądem Karnym. I przegrała.

Z tych samych dwóch powodów, z których Sąd Rejonowy w Przemyślu oddalił dziś pozew Małgorzaty Marenin, Sąd Okręgowy oddali jej apelację jako oczywiście bezzasadną. A mimo tego należy ją napisać i wnieść. Po wyroku oddalającym, trzeba zaś wystąpić w terminie o uzasadnienie. To uzasadnienie powinno się stać kamieniem milowym w podnoszeniu jakości dyskursu publicznego w Polsce. To ono (a nie sam wyrok) powinno wyznaczać nowe trendy w orzecznictwie i wskazywać zwykłemu obywatelowi, jak ma żyć, mówić, pisać. Mając w ręku uzasadnienie wyroku z apelacji, obywatel bez obaw napisze, że polscy biskupi to grupa zabarykadowanych za murami kościołów pasożytów, którzy są winni pedofilii i większości przestępstw podatkowych. Obywatel ów, będąc wyposażonym w uzasadnienie wyroku oddalającego pozew Małgorzaty Marenin, nie napisze oczywiście „kościół katolicki”, czym naraziłby się na odpowiedzialność za zniesławienie instytucji i obrazę uczuć religijnych. Napisze „polscy biskupi”. To taki fajny zbiór ludzi – wystarczająco liczny, żeby obrazy jego członków nie dało się swobodnie odnieść do pojedynczych osób, a jednocześnie grupujący osoby o znanych twarzach i nazwiskach, co obywatelowi wyposażonemu w uzasadnienie Sądu Okręgowego powinno dać i satysfakcję i przyjemność, bo obraza na pewno nie będzie anonimowa.

W walce o zwiększenie zakresu wolności słowa w Polsce Józef Michalik – paradoksalnie, z zawodu ksiądz – położył dziś zasługi nie do przecenienia. Już niedługo możemy obudzić się w kraju, w którym każdy będzie miał prawo do woli obrażać biskupów: że złodzieje, pedofile, zdrajcy, pasożyty, dwulicowcy, sługusy obcego państwa, gwałciciele, oszuści, wyłudzacze i co tam komu jeszcze ślina na język przyniesie, a całe zastępy katolickich obrońców uczuć i dóbr – z Nowakiem na czele – będą zagryzać wargi z wściekłości i bezsilności.

Sądzę, że wówczas zwycięstwo odniesie Małgorzata Marenin. Polski Parlament, pod naciskiem grup i środowisk katolickich, zmieni prawo, zamykając tym samym usta Michalikowi i innych chętnym do sugerowania, że to dzieci uwodzą księży, a nie księża gwałcą dzieci.

Jak mówią najstarsi Górale – każdy kij ma dwa końce.

Czytaj również